— Gdzie jest pan Wojciech?

— W przedpokoju. Nawet płaszcza nie chce zdjąć.

Rzeczywiście, stał w płaszczu i z walizką w ręku.

— Jak z ojcem? — zapytał, nie witając się.

— Co z ojcem? — szeroko otworzyła oczy.

— No, czy żyje?

— Nic nie rozumiem! — przeraziła się.

— Jakto? Nie wiesz? Mika zatelefonowała do mnie, że strzelał do siebie.

— Jezus! Marja! — krzyknęła za plecami Niry służąca.

— Wojtek! Co ty mówisz! Ja o niczem nie wiem! Wróciłam do domu i nikogo nie zastałam. Czy to możliwe?