— Nie, nie. Zabierzemy sami — odpowiedziała Nira. — Chyba pan to udźwignie, panie Franciszku?
— O, drobiazg — zaśmiał się.
Nira zbliżyła się do kasy i otworzyła torebkę: — Nie miała tam ani grosza. Widocznie portmonetkę zapomniała w domu.
— Co za roztargnienie — zawołała. — Nie zabrałam pieniędzy. Jeżeli panu nie zrobi to różnicy...
Murek zaczerwienił się:
— Ależ z przyjemnością... Żadnej różnicy!
— Aha! — Nira zwróciła się do sklepowej. — Zapomniałam jeszcze o daktylach.
— Na wagę pani każe, czy takie pudełko?
— Tak, pudełko.
— Trzy pięćdziesiąt, proszę pani.