Murek zabawnie macał się po kieszeniach i układał na marmurowej tafli przy kasie kupki niklowych monet:
— Zdaje się, że dobrze — zapytał kasjerki — dwadzieścia trzy złote osiemdziesiąt pięć groszy.
— Zgadza się.
— Ale może pani jeszcze sprawdzi.
Nira zaśmiała się:
— Pozbawiłam pana wszystkich drobnych. No, chodźmy.
— Dziękujemy państwu — skłoniła się kasjerka.
— Proszę bardzo — kiwnął jej głową Murek.
Na ulicy dopędził w tłumie Nirę i zabiegł tak, by mieć ją po prawej stronie. W lewem ręku niósł dużą paczkę, którą co chwila uderzał po kolanach przechodniów.
— I cóż pan porabia? — pytała Nira — poprawiły się pańskie sprawy?