— Nie, może nawet gorzej — mówił rozgorączkowany. — Popełniłem podłość wobec pani i wobec jednej kobiety. Nikczemność. Tak, trzeba to nazwać po imieniu, nikczemność.

Zniecierpliwiła się:

— Niechże pan nareszcie wykrztusi!

Murek opuścił głowę i po dłuższej pauzie szepnął:

— Ja mam dziecko.

— Co?

— Tak. Mam dziecko. Przed dwoma tygodniami przyszło na świat... Jedna chwila zapomnienia i...

Nira obrzuciła spojrzeniem jego nagle zgarbioną postać, tragiczny wyraz twarzy, nieco wymięty kapelusz i nie mogła wytrzymać: wybuchła długim, beztroskim śmiechem. Było coś tak zabawnego w tej sytuacji, w tem wyrażeniu i w znaczeniu, jakie on do tego przywiązywał, że dopiero po dłuższej chwili zdobyła się na pytanie:

— I któż jest szczęśliwą matką?

— Ach — machnął ręką. — Zwykła dziewczyna z ludu... Służąca...