— Co?
— Pańską nieobecność. Właśnie... Nawet Gąsowski głośno wyrażał zdziwienie, że pan jakby go unikał.
— Cóż w tem dziwnego. Nie rozumiem...
Boczarski ziewnął i machnął parasolem:
— Źle się wyraziłem. Gąsowski nie dziwił się, tylko stwierdził, że właściwie niema czemu się dziwić.
— Nie rozumiem — zniecierpliwił się Murek.
— Mój Boże, no nie słuchałem tego ze specjalną uwagą. Dał jakby do zrozumienia, że doktór go unika, gdyż nie chce przypomnieć mu swoją osobą jakichś dawnych historyj. Powiedział coś w tym rodzaju: — nazwisko pana Murka odrazu wydało mi się znajome, ale teraz już je dokładnie przypominam.
Murek stanął i wziął Boczarskiego za ramię:
— Ale, panie, ja nigdy go na oczy nie widziałem! Ja nie miałem z radcą Gąsowskim żadnych historyj! To jest jakieś nieporozumienie!
— Bardzo możliwe — obojętnie zgodził się mecenas.