Chciał jej to nawet w niegrzeczny sposób powiedzieć, i zastanawiał się właśnie nad tem, gdy panienka odezwała się:

— Panu pryska na plecy.

— Nie szkodzi, niech pryska — odmruknął obojętnie.

— Ale może się pan przysunąć, tu jest dość miejsca.

Obejrzał się: patrzyła nań jakby z litością. To go rozgniewało.

— Mnie dobrze i tu — wzruszył ramieniem.

Poryw wiatru uderzył w strugi deszczu i Murek odruchowo cofnął się pod daszek.

Dziewczyna powiedziała:

— Niech pan tu stanie na stopniach, koło mnie.

— Co pani na tem zależy — odezwał się opryskliwie. — Chce pani, żeby ją moje wszy oblazły?