Widocznie stropiła się, lecz już po chwili uśmiechnęła się przyjaźnie:
— To nie jest najgorsze nieszczęście.
— Co tam pani rozumie! — uciął lekceważąco.
— Pan nie jest, widzę, rozmowny — nie ustępowała.
— Zato pani jest zanadto rozmowna — powiedział strofującym tonem. — Czy pani tak z każdym spotkanym obdartusem zaczyna gadanie?
— Nie z każdym.
— No, to i chwała Bogu. Bo jeszcze pani kiedy tak wpadnie, że proszę siadać.
Zaśmiała się:
— Kiedy ja się wcale nie boję.
— Bo pani jest naiwna. Rodzice nie powinni wypuszczać pani na ulicę bez niańki.