— Na to trzeba być bogatą — zauważyła.

Murek nic nie odpowiedział, wobec czego ciągnęła dalej:

— Jestem już wcale nie taka młoda. I zupełnie samodzielna. Pracuję na siebie. Dlatego mam szacunek dla ludzi pracy... I wcale mnie nie przestrasza, że ktoś ciężko pracujący ma zniszczone ubranie. Przeciwnie, ile razy...

— Jeżeli to ma odnosić się do mnie, panieneczko — przerwał — to bardzo się panieneczka myli. Jestem włóczęgą, obibrukiem, elementem podejrzanym. Z tego gatunku, co to nigdzie nie meldowani. Rozumie pani? Wyrzutek społeczeństwa, odpadek...

— Nieprawda — potrząsnęła głową.

— Co? — zdziwił się.

— To nie jest prawda. Pan nie jest człowiekiem złym. Pan jest tylko nieszczęśliwy.

Zaśmiał się krótko i niecierpliwym ruchem podniósł kołnierz marynarki.

— Czego ta dziewczyna chce odemnie? — zaniepokoił się i postanowił urwać rozmowę.

Jednak panienka po kilku chwilach odezwała się znowu: