— Odprowadzę panią.
— Nie, nie. Wstąpi pan do mnie. Jestem dziś sama. Moja przyjaciółka pracuje w telefonach międzymiastowych i ma teraz nocne dyżury.
Murek zaśmiał się:
— A to szykownego kawalera pani sobie przy tej okazji wybrała.
— Jak pan mówi! — oburzyła się.
— Ja przecie nic złego... Tak tylko, na mój wygląd.
Panienka skinęła głową:
— Pański wygląd obchodzi mię o tyle, że pan bardzo zmizerniał. Czy może pan chorował?
— Całe moje życie jest chorobą.
— I ma pan smutne myśli. Wie pan, co?... Zjemy razem kolację. To będzie cudowne. Tylko niech pan nie liczy na żadne frykasy. Bułki, masło i herbata z mlekiem. To, niestety, wszystko.