— Przegryziemy trochę — oznajmiła rzeczowo. — Jest po dwie bułki na osobę.
— Wiesz, Marjetko — zwróciła się do niej Mika. — Pana Murka nie było w Warszawie, wyjeżdżał na robotę.
— A dokąd? — zapytała Kosicka.
— Na kolej. Do uprzątania śniegu — odpowiedział Murek.
— Śniegu?... Już chyba od miesiąca niema śniegu.
— Tak, ale ja później musiałem przycupnąć w jednej wiosce, bo szukali mnie.
— Kto?
— Policja.
— Co pan mówi! — przestraszyła się Mika.
— Czegóż od pana chcieli?...