Kosicka spojrzała na zegarek, podała Murkowi i Mice rękę i wyszła.

— Tak się boję, — odezwała się Mika, — że ona pana wciągnie do tych swoich komunistycznych konspiracyj.

— Jestem przekonany, że o to chodzi — kiwnął głową Murek.

— I pan, panie Franciszku, wstąpiłby do komunistów?

— Zobaczę — odpowiedział po chwili namysłu. — Zresztą, dlaczego nie miałbym wstąpić?... Im więcej nabieram doświadczenia, tem lepiej widzę, że tam moje miejsce. Mam być łachem nikomu, ani sobie niepotrzebnym, niechże przydam się do czegoś...

— Ale to niebezpieczne.

— A moje obecne życie?...

Mika oparła łokcie na stole i splotła palce pod podbródkiem. Przypominała małą dziewczynkę w szkole. Dłuższy czas wpatrywała się w Murka, aż powiedziała:

— Ale przyrzeknie mi pan, że nie będzie się narażał?

— Dlaczegóż mam się narażać? — zdziwił się. — I dlaczego pani mam to przyrzekać?