Idalka posprzątała to i owo, rozłożyła pościel na kanapie, zaciągnęła kretonową zasłonę, przez co kanapa znalazła się jakby w osobnym pokoiku i, wyszczerzywszy swoje długie, rzadkie i żółte zęby, powiedziała bardzo niskim, matowym głosem:
— No, to i dobranoc, chłopy.
— Dobranoc — odpowiedział tylko Murek.
Inni nie zareagowali wcale. Idalka przeszła do kuchni, cokolwiek przymknąwszy drzwi za sobą. Po chwili rozległ się stamtąd plusk wody.
Majster podrapał się po plecach i oświadczył szeptem:
— Myje się, ścierwo.
— A kto śpi tam, na kanapie? — zapytał go Murek.
— Tam?... Kobieta jedna.
— To jest dziewucha! — dorzucił Wacuś i cmoknął smakowicie.
Pan Piekutowski, rozwiązując tasiemki przy długich, białych kalesonach, odezwał się łagodnie: