— No, nie wydaje mi się, by pani Koziołek była zbyt surową strażniczką cnoty.

— Wiem, — zaśmiała się. — Wiem, o czym pan myśli, o Idalce, tak?

— Może...

— Czy i pan już zapoznał się z jej miłością? — zachichotała. — Idalka oporu nie uznaje. Ani wyboru. Każdy dobry.

— Co do mnie, niema obawy...

Arletka nagle spoważniała.

— Wszyscy jednacy — powiedziała z pogardą. — Każdy z was zapiera się, śmieje się z jej brzydoty, spluwa, a gdy mu tylko ta krowa wpakuje się do łóżka... jazda! Zapomina o wszystkiem. Samcy!

— Za pozwoleniem — ironicznie zauważył Murek. — Czy to on, czy ona? Kto kogo atakuje?

— Ach, nie w tem rzecz — zniecierpliwiła się. — Skoro wie pan, że to u niej choroba.

— Wcale tego nie wiedziałem.