— Tem lepiej, ciociu — poklepała starą po ramieniu Arletka — nie lubię przecie gorącego.
Baba jednak ściągnęła brwi i karcąco spojrzała na Murka:
— A pan coś strasznie rozmowny?... Nie wyglądał...
— Ciociu — przerwała Arletka — a chleba dostanę?
— Zaraz — odpowiedziała krótko i już w milczeniu przyniosła w ręku bochenek i nóż.
Gdy wyniosła się spowrotem do kuchni, Arletka zabrała się do jajecznicy i jadła z apetytem.
— Czy pani jest siostrzenicą pani Koziołkowej? — zapytał Murek półgłosem.
— Skądże — odwróciła się doń z pełnemi ustami. — Ona jest ciotką mojego Kazika.
— Narzeczonego?
— Aha. On jest piekielnie zazdrosny i dlatego muszę tu mieszkać pod okiem pani Koziołek.