— Nieprawda.
— Pan nie zna kobiet. Wszystkieśmy jednakie. Chcemy jak najpełniej użyć młodości. A co do męża i dzieci?... Owszem. Bardzo chętnie. Nawet w najgorszą biedę. Ale na to trzeba się zakochać. Albo już znudzić się ostatecznie i zapragnąć spokoju. Albo zbrzydnąć i w ten sposób zapewnić sobie roboczego wołu, któryby tyrał na rodzinę do śmierci. Nic pan nie wie o kobietach.
— To pani nic nie wie o tych innych.
— O jakich innych?
— O tych, co ciężko pracują i nieciekawe są jedwabiów.
Arletka wstała i zbliżyła się do niego:
— Panie Murek, a czy pan uważa za ciężką pracę naprzykład dozorowanie miejskiego szaletu??... Sprzątanie i szorowanie po klientach takiej instytucji?... Oddychanie od rana do nocy przez szereg lat najohydniejszemi wyziewami?...
Na twarz jej wystąpiły rumieńce, oczy iskrzyły się i mówiła coraz głośniej:
— Czy spełnianie takich najniższych posług, w mróz i upał, z rękami popękanemi od cuchnących ścierek, ze strawą przełykaną wraz z oparami wydzielin ludzkich, czy to według pana ciężka praca, panie Murek?
— I to pani?