— Umarło?!...
— Nie, nie, jak na świętej spowiedzi powiem: niema!
— Więc skoro nie umarło — spokoił się nieco Murek, — gdzież jest?... Oddaliście komuś?... Do żłobka?...
— Nie, niema, nie było. Nigdy nie było — trzęsła się stara, szlochając i raz po raz wyciągając błagalnie ręce, — wszystko kłamstwo, przez tę nędzę, przez biedę, szatan podkusił, ta ladacznica namówiła, Bóg nas skarał... Wszystko kłamstwo!... Na starość w więzieniu przyjdzie nam gnić. Ale to jej wina! Ona, ta djablica nieczysta to wymyśliła, ona nas biednych na pokuszenie przywiodła!... Ona...
— Jaka ona? — krzyknął Murek.
— Ona, Karolka, nasz zły duch!...
Murek przetarł czoło.
— Więc jak? — zapytał cicho. — Wogóle dziecka Karolka nie miała?
— Nie miała.
— A ciążę zepsuła?