— Zrobię, zrobię. Widzi pani, nic innego mi nie zostało. Zawsze rozumiałem, że żyję pocoś, dlaczegoś, z jakimś celem. I że tylko dlatego żyję. W tem był jakiś sens. Ja nie potrafię żyć tak, jak pani, naprzykład, z dnia na dzień. Pani nie rozumie się na tem, ale ja już straciłem wszystko. Poprostu nie mam dla kogo żyć! A skoro nie mam dla kogo, to nie mam i poco.

Oburącz chwyciła go za ramię i potrząsnęła nim z całej siły:

— Zwarjował pan chyba?!... Już się pan upił, czy co?!

— Dlaczego?

— Bo mówi pan takie bzdury! Przecie pan jest rozsądny człowiek a plecie niedorzeczności. Niechże się pan sam zastanowi!

Mówiła z takiem przekonaniem, tonem tak spokojnej perswazji, że spojrzał na nią z zaciekawieniem:

— Zastanawiam się i cóż stąd? — zapytał.

— Jakto co? Twierdzi pan, że dla nikogo żyć nie warto. Zgoda. Nie warto. A czy nie przyszło panu do głowy, że warto żyć dla siebie! Poprostu dla siebie!

Murek odstawił kieliszek i zmarszczył czoło:

— A co to znaczy „dla siebie”?