Weszli do bramy, później na drugie piętro. Na drzwiach wisiał szyldzik: „Hotel Szwedzki”. Murek nie protestował. Na końcu długiego korytarza zaspany numerowy otworzył drzwi oznaczone liczbą 13. Pokój był nieduży lecz czysty. Arletka zapuściła roletę, odrzuciła kołdrę na dużem, szerokiem łóżku i zaczęła się rozbierać.

Murek zaśmiał się z zażenowania i rozwiązał krawat.

— A on?... — zapytał — ten narzeczony?

— Nienawidzę go. Zresztą... co to ciebie obchodzi!

— A nie boisz się?...

— Nie — odpowiedziała z zaciśniętemi szczękami — on... nie będzie żył... Ach, co mamy sobie zawracać nim głowę. Najważniejsze jest to, że mam ciebie. Nikogo więcej nie chcę. Nikogo!...

Przytuliła się doń, a raczej przyciągnęła go do siebie i przywarła z całej siły. Pod jej gładką, gorącą skórą drgały jędrne mięśnie.

Murek od bardzo dawna nie miał kobiety, a takiej kobiety nie miał nigdy i pomimo tego, że od alkoholu, jak i od rozkoszy był półprzytomny, uświadomił to sobie jasno. Gdy go w kwadrans później, dotykając wargami jego ucha zapytała szeptem:

— Czy dobrze ci ze mną?

Za całą odpowiedź zasypał pocałunkami jej oczy, usta i szyję.