Nie długo czekał. Zdaleka poznał Arletkę. Jaka ona smukła i jaka zgrabna — zauważył.
Wzięła go zdecydowanie pod rękę i powiedziała:
— Chodźmy. Muszę jeszcze z panem pomówić.
Szli chwilę w milczeniu, Murek zastanawiał się, usiłując zebrać myśli. Wreszcie zapytał:
— Panno Arletko, czego pani właściwie chce odemnie?
— Czego?... — spojrzała nań jakby gniewnie i dodała po pauzie: — ja chcę pana.
— Przepraszam — nie zorjentował się — jakto mnie?
— Chcę pana mieć! Mieć pana dla siebie.
Nagle stanęła i pociągnęła go za łokieć:
— To tutaj. Chodźmy.