— Czy pan jeszcze czego chce odemnie? — zapytał niecierpliwie, widocznie poirytowany długiem milczeniem zaskoczonego Murka.
— Nie, panie prezydencie, tylko doprawdy nie wiem, czy może nieświadomie uraziłem czemś pana prezydenta?
Niewiarowicz spojrzał nań zukosa i chrząknął:
— Nie, cóż znowu... Skądże... Tak... Skądże...
Był widocznie zakłopotany.
— Bo może — przemknęła Murkowi myśl — może pan nie jest zadowolony, że odrzuciłem... ofertę Junoszyca... Ale to nie wytrzymywało żadnej kalkulacji...
Niewiarowicz żachnął się:
— Ależ naturalnie. Bardzo słusznie pan zrobił. Tak! Ten cały Junoszyc... To wogóle jakaś nieciekawa, zdaje się, figura. Cóż znowu doktór mi z tem... wyjeżdża. Nie, pod względem uczciwości nie mam panu nic do zarzucenia!
Murek nie odrazu odnalazł sens ostatniego zdania. Połapał się jednak po chwili i zapytał wprost:
— A pod jakim?...