— O Tunkę, o jej przyszłość.
Murek zaczerwienił się:
— Nie bardzo dobrze rozumiem, proszę szanownej pani.
— Widzi pan, dziewczyna już ma swoje lata. Powinnaby wyjść zamąż. I owszem, wciąż się zdarza taki, czy inny, przyzwoity kandydat. Ale pokręci się, pokręci i nie zdecyduje się na oświadczyny.
— To dziwne, proszę pani, przecie panna Tunka jest czarująca.
— Prawda?... Ale naokoło wszyscy opowiadają, że będzie miała porządny posag. Tymczasem Sewerek, gdy co do czego przyjdzie, nabiera wody do ust i ani mru-mru. Zamiast powiedzieć wyraźnie: — Dam córce tyle i tyle — milczy. Na niepewne zaś nikt nie pójdzie.
Murek zmarszczył brwi:
— Bardzo mi przykro, ale w danym wypadku muszę przyznać słuszność raczej małżonkowi szanownej pani.
— Jakto?
— Ja też nie wydałbym córki za człowieka, który tylko na posag patrzy.