Pani Czabanowa machnęła ręką:
— Mój panie, trzeba życiowo to brać, życiowo. Każdy musi myśleć o swojej przyszłości. Jakże uważać komu za złe, że dba o jutro. Miłość miłością, a chleb chlebem. Sam pan przecie jest rozumnym i wykształconym człowiekiem, niechże pan sam powie, ale tak z ręką na sercu?
— Zapewne. Jest w tem sporo racji.
— A widzi pan! Sewerek zaś, na psa urok, ma lekką rękę do interesów, ale niech mu raz i drugi noga się powinie, nie daj Boże, stracić gotów wszystko. I co wtedy z dziewczyną? Niechże mu pan przy sposobności przemówi do sumienia.
Murek obiecał. Narazie zaś nie tracił czasu, starając się pozyskać uczucia Tunki. Zaczęła go uczyć konnej jazdy i robili codzień wycieczki w okolicę, najczęściej do dość odległego Kumanieckiego lasu. Tam wypoczywali i na obiad wracali do Koszołowa. Podczas jednego z takich wypoczynków w lesie, próbowali wspiąć się na stromą górkę, podktórą uwiązali konie. Panna Tunka była wyjątkowo tego dnia ożywiona i pobiegła naprzód. Nagle potknęła się i krzyknęła, chwytając się oburącz za pień sosny.
— Co pani?
— Zdaje się, że zwichnęłam nogę — odpowiedziała, sycząc z bólu.
— Proszę objąć mię za szyję — zawołał i wziął ją na ręce.
Nie była ciężka i bez trudu zniósł ją ze wzgórza. Posadził opartą o drzewo i ostrożnie zabrał się do ściągania długiego buta. Dziewczyna zacisnęła zęby i bohatersko znosiła ból. Gdy rozsznurował cholewkę i ściągnął pończochę, zaczął delikatnie obmacywać kostkę.
— Niema mowy o zwichnięciu — oświadczył z ulgą — poprostu naciągnęła pani ścięgno. Boli bardzo?