— Już mniej — uśmiechnęła się.

— Odrobina masażu i będzie wszystko dobrze.

Zaczął rozcierać kostkę, stopę i łydkę, żartując, że wyrobi się na doświadczonego masażystę i będzie z tego żył. Panna Tunka miała niebrzydką nogę, ale stopy Arletki były bez porównania ładniejsze. Pomimo tej refleksji Murek uznał, że należy podkreślić swój stosunek do Tunki i dość niezręcznie pochylił się i pocałował ją w podbicie:

— Biedna nóżka — mruknął czerwieniąc się.

— Co pan wyprawia — upomniała go z odcieniem zgorszenia w tonie.

— Zwykły objaw współczucia. Czy sprawiłem pani przykrość?

— Pan jest zabawny. Proszę podać mi pończochę.

Z włożeniem pończochy poszło łatwo. Natomiast o wciągnięciu buta nie mogło być mowy. Kostka obrzękła i każda próba zgięcia wywoływała ból. Do domu było ponad sześć kilometrów. Murek zaproponował że pojedzie, by sprowadzić powóz, lecz panna orzekła, że byle znalazła się na siodle, da sobie radę.

— Oparcie w jednem strzemieniu mi wystarczy. Jakoś stępa dojedziemy.

Murek wziął ją na ręce, by wsadzić na konia. Jej twarz znalazła się tuż przy jego twarzy. Spokojne orzechowe oczy przyglądały mu się jakby z zaciekawieniem. Miała niezbyt zdrową cerę. Zbliska widział nierówności skóry i zbyt wyraźne pory w okolicy nosa.