— Nie jestem zbyt ciężka? — zapytała.
Zaśmiał się:
— Pani?... Mógłbym się bawić panią, jak piłką.
Zaczął ją huśtać na rękach coraz wyżej, aż z obawy, by jej nie opuścił, przywarła doń mocniej. Wówczas musnął ustami jej policzek i szyję. Odsunęła się zlekka, ale nic nie powiedziała.
— Wciąż pani sprawiam przykrości, — westchnął. Chciał usłyszeć coś, co mógłby zrozumieć, jako zaprzeczenie.
Gdy już siedzieli na koniach, zapytała:
— Poco właściwie nosi pan brodę?
— Nie lubi pani tego?
— Wydaje mi się zawsze, iż ludzie z zarostem używają go jako maski dla ukrycia swego wyrazu twarzy. A pozatem to chyba niewygodne.
— Oczywiście. To też ja noszę zarost dla umartwienia.