Chciał ją pocałować w rękę, lecz konie szły zadaleko od siebie, a nic nie powiedział, gdyż zaskoczyło go niespodziewane współczucie i wyraźna serdeczność w chwili, gdy oczekiwał raczej niechęci, czy chłodnych słów krytyki. Wiele też sobie obiecywał po dalszych rozmowach.
Zaszło jednak coś nieprzewidzianego, co pokrzyżowało mu wszystkie plany.
Ledwie wyjechali z alei, gdy spotkali idącą naprzeciw panią Czabanową w towarzystwie młodego oficera w ułańskim mundurze.
— Pan Jurek! — zawołała radośnie Tunka. — A pan skąd tutaj!
Oficer nie odpowiedział na ten okrzyk, gdyż w tej chwili pani Czabanowa dostrzegła nogę córki i jęknęła:
— Jezus, Marja! Co ci się stało? Złamałaś nogę?
— Co pani jest? — zaniepokoił się ułan.
— Drobiazg. Zdaje się ścięgno.
Pani Czabanowa załamała ręce w stronę Murka:
— Co pan z nią zrobił?