— Nic nie zrobiłem, proszę pani — hamując irytację, odpowiedział Murek, którego wytrąciła z równowagi obecność tego przystojnego oficera. — Poprostu panna Tunka potknęła się w lesie.
— W lesie!
— Nie widzę w tem nic groźnego.
— Biedactwo moje!
— Ależ nie rozczulaj się, mamo — wesoło mówiła Tunka — to naprawdę nic poważnego. Panie Jurku, panowie się nie znają: pan porucznik Szułowski, pan doktór Klemm.
Ułan z uśmiechem uścisnął dłoń Murka:
— Całe szczęście, że winowajcą jest lekarz — powiedział.
— Nie jestem ani lekarzem, ani winowajcą — sucho odpowiedział Murek. — Zbyt łatwo pan porucznik formułuje swoje opinje.
Oficer jednak nie miał widocznie zamiaru obrazić się, nie chcąc wszakże pozostać dłużnym, zawołał z humorem:
— Wobec tego wypowiem jeszcze jedną opinję: napewno nie jest pan też kawalerzystą.