Ucieszony wskoczył do taksówki i w dziesięć minut był już na Sosnowej.
Kobieta otworzyła mu drzwi i nie poznała w pierwszej chwili. Nie ukrywała jednak radości. Zwracając się doń na zmianę to na ty, to na pan, to na wy, kręciła się po pokoju, zdejmując palto i kapelusz. Właśnie wybierała się do ciotki na Mokotów, ale teraz mowy niema o wyjściu. Gdzie tak długo był? Czemu się nie pokazywał? Co porabiał?...
Murek śmiał się i robił do niej oko:
— Zaglądałem kilka razy — zapewniał — ale zawsze twój mąż był w domu. A jemu wolałem w oczy nie leźć. I tak nas posądzał. A ja teraz stale w Łodzi. Rzadko bywam w Warszawie.
— To szkoda — krygowała się.
— Pewno. Boś tak wypiękniała!..
— Gdzież tam...
— Ale jak jeszcze! Strasznie często wspominałem ciebie. W Łodzi niema takich kobiet! Niema.
Kuzykowa klasnęła w ręce:
— A możeś głodny!? Że też ja... No, musimy wypić, zaraz skoczę po flaszkę.