— Poco mi to? Bo to ja mało mam roboty w domu? A nudno, bo niema do kogo przemówić. Ot, dziś pan jest, to już tu siedzę i panu głowę zawracam.

— Cała przyjemność po mojej stronie — skłonił się z kurtuazją, — a czy... czy mąż nie boi się zostawić tak żonę z obcym człowiekiem?

— Albo pan mnie zje? — zaśmiała się z wyraźną kokieterją.

— Zjeść, nie zjem, ale jabym na miejscu paninego męża, nie ryzykował.

— On — zaśmiała się — mówił, że pan jest bardzo poważny człowiek. Zaprosiłbym go, powiada, na jednego „Pod Łabędzia”, ale on nie taki. Solidny, powiada, nietrunkowy. Czy pan naprawdę jest ważną figurą w partji?

— Zależy, co kto uważa za ważność — odpowiedział wymijająco.

— A pan kawaler?

— Kawaler.

— Najlepszy stan — westchnęła, — a może panu co potrzeba?

— Owszem. Jeżeli pani będzie wychodzić na ulicę, to poproszę kupić mi kilka dzienników.