— A z jakiego tytułu mogę to zrobić?... Jakiem prawem ja mogę zajmować stanowisko moralisty?... Czyż nie jestem stokroć, tysiąckroć gorszy od niego?

Aż zdumiał się tem odkryciem. W pierwszej chwili doznał uczucia próżni. Jakby się znalazł zawieszony gdzieś w przestrzeni, gdzie niema nic konkretnego, coby wskazywało kierunek, miejsce, dół, górę. Przetarł czoło i zamyślił się: odruchowo, a więc szczerze i z głębi, z przeświadczenia potępił tego człowieka. Z przeświadczenia, czy z dawnego nałogu?... Czy wyzbywając się świadomie kryterjów etycznych w stosunku do samego siebie, zachował te same kryterja dla innych?... Dlaczego?... Sam wierzył, czuł i rozumiał, że trzeba być łajdakiem. Tem, co ludzie nazywają obłudnie kanalją, a czem każdy zostałby, gdyby starczyło mu nerwów i gdyby życie go do tego zmuszało. Więc dobrze. Należy to uporządkować: skoro dochodzi się do takiej konkluzji, skoro wciela się tę konkluzję we własne życie, jakaż powinna być reakcja na cudzą podłość?

Albo zawiść, albo uznanie. Oto, jeszcze jeden, który mądrze robi! Więc skąd obrzydzenie, skąd wstręt i oburzenie?

I dlaczego nie oburzał się, ani nie czuł wstrętu do Piekutowskiego, czy Majstra?... W danym wypadku Mika nie gra roli, bo tamci dwaj przecie grozili mu bezpośrednio, a do Miki nic nie czuł poza zwykłą sympatją.

Może stąd to wszystko, że ów Tomek wyzyskuje uczucia istoty słabszej?... A więc rodzaj rycerskości. Lecz i to nie. Bo on, Franciszek Murek, nie dalej jak wczoraj bez litości strzelał do człowieka, który go ratował. A teraz pragnie jego zgonu.

Stanął przed fotografją Kańskiego i powiedział głośno:

— A jednak pogardzam nim. Pogardzam, chociaż nie mam do tego prawa.

Naskutek jednak tych rozmyślań zrezygnował z zamierzonego „otwierania oczu” Mice. Gdy przyszła i zabrała się do przyrządzania kolacji, umyślnie zbył milczeniem jej wzmiankę o narzeczonym. Nie mógł jednak powstrzymać się, by nie okazać jej więcej serdeczności niż zazwyczaj. Zdawała się tem nawet być trochę zdziwiona.

Zwymyślała go za wiktuały, które kupił, i zmartwiła się, gdy jej powiedział, że otrzymał już pieniądze:

— Jak pan umie psuć mi wszystko! — zawołała.