— Zapewne. Wogóle gadaliśmy o sprawach partyjnych. Aha, nawet Dyl dziękował mi za wydanie dobrej opinji o Kuzyku. Teraz przypominam to doskonale. Ale jakiż to może mieć związek z ową awanturą?...
— Czy nie byliście później u Kuzyka?
— Nie. Zresztą, towarzyszu, gdybym był tam, to ktoś przecie musiałby mnie widzieć. Ale zapewniam was, że na oczy Kuzyka nie widziałem.
— Możliwe — przyznał krzywonosy. — Jednak jak to wytłumaczyć, że Kuzyk w szpitalu powtórzył kilka razy: „To robota Garbatego”? To przecie nie może nic nie znaczyć?
— Tak twierdził?... — niedowierzająco zapytał Murek. — Ależ, towarzysze! On napewno wcale nie myślał o mnie, lecz o jakimś człowieku naprawdę garbatym! Garbatych na świecie jest dość.
— To prawda — przyznał krzywonosy — mogło być i tak.
Zdawał się być przekonany, lecz Zimny powiedział:
— Mogło być, lecz nie było. Kuzyk mówił o was.
— Niby dlaczego o mnie? — wyzywająco zawołał Murek.
— Bo wyście w tem ręce maczali — z uporem stwierdził Zimny.