— Sądzę, że każdy ma zło i dobro, a od jego woli zależy, co w sobie spotęguje, a co zagłuszy.
— Nie, — zaprzeczył. — Tylko zło może w człowieku rozrosnąć się, jak jadowity nowotwór. Dobro jest wobec życia bezsilne.
— Nieprawda — zaprotestowała. — Zbyt wiele znamy przykładów, że zwyciężało. Weźmy chociażby męczeńską śmierć pierwszych chrześcijan. Czyż nie była zwycięstwem?
— Zwycięstwem w niebie! Na ziemi była śmiercią, czyli klęską.
— Nie dla nich, gdyż wierzyli w nowe istnienie.
— Od tej chwili będę szczęśliwa, powiedziała owca, gdy wilk ją dusił — zaśmiał się Murek.
— A jednak — upierała się Tunka — owca ta była naprawdę szczęśliwa. Napewno szczęśliwsza od wilka, jeżeli wilk był przeświadczony, że żyje złem, jeżeli obżerając się owczem mięsem, pomimo to wiedział, że będzie czuł wieczny głód, że nie zazna ani spokoju, ani radości.
— Wilkowi temu dałbym jedną radę, — po pauzie zaczął Murek.
— Jakaż to rada?
— Niech uwierzy. Niech uwierzy w swoje wilcze posłannictwo! Niech przekona samego siebie, że to szczęście być wilkiem. Niech nauczy się rozkoszować żywem mięsem owiec. Niech nauczy się pragnąć zła dla samego zła!...