Późnym wieczorem zadzwonił telefon. Murek podniósł słuchawkę. Z jego słów nie mogła wywnioskować z kim rozmawia i o czem. Powiedział kilka razy „tak”, kilka razy „nie”, później z naciskiem zapewniał, że „nastąpiły zmiany”, wreszcie umówił się z kimś na jutrzejszy ranek. Arletka nie zwróciłaby na ten telefon żadnej uwagi. Podobnych miał wiele. Lecz, gdy odwrócił się do niej, był blady, jak trup.
— Franku! Co ci jest? — zawołała przestraszona.
— Nic — odpowiedział przez zęby.
— Otrzymałeś jakąś złą wiadomość?
Nie chciał o tem mówić, lecz pod naciskiem jej pytań, wybuchnął wreszcie:
— Bardzo złą!
— Więc nie ukrywaj tego przedemną! Czaban zbankrutował?
— Ach, nie! Co mi tam Czaban!
— Więc komuniści znowu?... Czy coś z policją?
Po dłuższej pauzie wydobył z siebie: