— Jedno i drugie.
— Jakto?
— Nie męcz mnie, Arletko! — krzyknął nagle z rozpaczą. — Daj mi się zastanowić!
— Zastanowimy się razem — nalegała. — Powiedz tylko, co się stało?
— Ach! Co się stało, co się stało! Stało się to, iż wszystko skończone! Komuniści wykryli wszystko i postanowili wydać nas policji...
— Nas
— Nas, bo i ciebie. Wyszpiegowali, żeś to ty zanosiła Kuzykowi fałszywy rozkaz partyjny!...
Spojrzał na nią. Zmieniła się w oczach: twarz jej ściągnęła się, zacięte usta i zwężone powieki nadały jej wygląd skupiony i drapieżny.
Nagle odezwała się zimnym, stanowczym głosem:
— Nie traćmy czasu. Czy sądzisz, że jest ktoś pod bramą?