— Skądże mogę wiedzieć?

— Więc ubieraj się. Gdzie twój drugi rewolwer?... Niema poco zwlekać. Musimy natychmiast wyjechać z Warszawy.

— Dokąd?

— Wszystko jedno dokąd. W stronę jakiejś granicy.

Murek zaczął ją uspokajać: wprawdzie jest niebezpieczeństwo, ale nie grozi ono natychmiast. Może jeszcze da się jakoś zażegnać... Arletka jednak była zdania, że szkoda nerwów i wysiłków. Lepiej raz z tem skończyć, wyjechać, zatrzeć za sobą ślady i mieć spokój. Wielu perswazyj musiał użył, zanim zgodziła się zaczekać na wyświetlenie sytuacji.

W nocy przyszła do pokoju Murka i stwierdziwszy, że on nie śpi, rozczuliła się:

— Mój ty biedaku! Cały dzień pracuje, jak koń, a i w nocy zasnąć nie może! Nie przejmuj się, Franeczku!

— Ale czemu ty nie śpisz?

— Przyszła mi pewna myśl do głowy — przysiadła na brzegu łóżka. — Czy nie dałoby się tak zrobić, że całą winę ja wezmę na siebie. Zeznam, że ty nie wiedziałeś o niczem. Skazać mnie mogą na ile?... Za to, że na bandytów naprowadziłam komunistów... To dla władz państwowych w gruncie rzeczy obojętne, a nawet korzystne. Powiem, że miałam na pieńku z Piekutowskim. Niech dostanę za to dwa lata więzienia. Dwa lata, to nie wieczność.

— Zwarjowałaś! — wybuchnął Murek. — Po pierwsze, to jest niemożliwe, a po drugie, co za pomysł! Idź spać i daj mi spokój!