— Co znaczy, jak będzie! — zawołał porywczo blondyn. — Interes jest ubity i musi być załatwiony! Bo inaczej, to zobaczymy!
— Co zobaczymy? — zimno spojrzał nań Murek. — Tylko bez gróźb, bo na groźby to my tu mamy policję.
— Policję? — zaśmiał się Sztyfel. — Policja jest tak dobrze na nas, jak i na pana. Pan o nas wiesz dużo, ale i my o panu dosyć. Więc policją pan nas nie strasz. Tacy ludzie jak my z panem, musimy nasze sprawy załatwiać bez policji. Bądź pan rozsądny.
Murek wstał:
— Zatem trudno, zgadzam się — powiedział cicho.
— Ale bez kawałów! — zastrzegł się Heniek.
— Kiedy ona ma jechać? — zapytał Sztyfla Murek, udając, że nie słyszy okrzyku tamtego.
— Za dwa dni. Niech pan ją przygotuje. Pozatem, proszę napisać ten list, co ma być z Berlina wysłany, bo dziś wyjeżdża do Niemiec jeden z naszych ludzi i on go zabierze. Najlepiej niech pan zaraz usiądzie i napisze.
— Dobrze — zgodził się Murek.
Po kwadransie list był gotów. Sztyfel i Heniek przeczytali go i uznali za dobry.