Lekarz zamyślił się i po dłuższej pauzie zapytał:
— Czemu pan się nie żeni?...
— Różne na to złożyły się okoliczności — wymijająco odpowiedział Murek.
— Będę trochę niedyskretny, proszę mi wybaczyć, ale znam sporo szczegółów z pańskiego osobistego życia. Bardzo przykre, ale cóż? Wiecznie tego pamiętać nie trzeba. Przecież już ładnych kilka lat minęło od owych pańskich rozczarowań. A nie trzeba być psychologiem, by widzieć, jak dalece dojrzał pan do małżeństwa, jak pragnie pan domu i dzieci. To zrozumiałe i słuszne. Nie wolno z tem walczyć. Raz zdecydować się i buch kasztan do wody! Mój Boże! Ileż to dobrych i uczciwych dziewcząt jest na świecie. Wybór ogromny, a nie uwierzę, by pan już którejś nie miał na oku!
— Zapewne — bąknął Murek i wstał. — Już późno. Zasiedziałem się u pana. Czas na mnie.
Lipczyński wyciągnął doń rękę:
— Ale nie ma pan do mnie urazy za to wścibstwo?
— Skądże, najmniejszej.
— No, to chwała Bogu. Naprawdę życzę panu jak najlepiej.
— O tem nie wątpię — zapewnił Murek.