— Dziękuję — powiedział i pocałował ją w rękę.

— Może pan coś zje, panie Franku?

— Nic — potrząsnął głową i po dłuższem milczeniu dodał: — Ona odjechała. Jak to dobrze, że już odjechała.

Wrócił na Skolimowską około pierwszej z zamiarem wzięcia środka nasennego, bo wiedział, że inaczej nie zaśnie. Zastał jednak ku swemu zdumieniu Czabana. Okazało się, że już rano nadeszła ze Szwajcarji fatalna wiadomość: bank, finansujący instalacje hydropatyczne w Medanie ogłosił upadłość. Groziło to poważnemi konsekwencjami i mogło wstrząsnąć podstawami kredytowemi całego przedsiębiorstwa.

Należało nagwałt szukać gwarancyj i pomimo nocy zaczęli telefonować do różnych grubych ryb finansowych. Upadłość banku dla nikogo już nie była tajemnicą, chociaż w dziennikach jeszcze nie podano o tem ani słowa. Ponieważ już wszyscy wiedzieli o stosunkach Medany z bankiem, nikt nie zdziwił się, że Czaban i Klemm niepokoją ich tak późną porą. Dla każdego z tych ludzi sprawy pieniężne były ważniejsze od snu, czy odpoczynku.

Wczesnem ranem rozpoczęły się gorączkowe konferencje, które miały się przeciągnąć kilka dni. Na szczęście krach zdołano zażegnać na pewien czas dzięki gwarancji, udzielonej przez jedną z państwowych instytucyj kredytowych.

Termin gwarancyj wszakże był krótki i zdziałał tylko tyle, że ślub panny Tunki z doktorem Klemmem oraz uroczystości weselne mogły się odbyć w atmosferze spokojniejszej, nie pod obuchem zagrażającej katastrofy. Zresztą wspaniały bankiet i bal, wydany z tej racji przez Czabana, miały posłużyć jako czynnik reklamowy zarówno dla Medany, jak i jej obecnej sytuacji finansowej.

Ślub odbył się o godzinie siódmej w świeżo wykończonej kaplicy medańskiej w licznej asyście wyższego i niższego kleru. Wielki plac zapchany był setkami lśniących Cadillaców, Mercedesów, Daimlerów.

O siódmej w Złotej sali Kasyna zasiadło do stołów przeszło trzysta osób. O jedenastej rozpoczął się w kolumnowej sali bal.

Była to pierwsza publiczna demonstracja Medany i Czaban musiał zaimponować gościom. Znał się na interesach i wiedział, że niema lepszej i skuteczniejszej reklamy niż ta, która idzie z ust do ust. Był też tego dnia i tej nocy mistrzem ceremonji, zwolniwszy zięcia, jako głównego bohatera uroczystości, od wszelkich obowiązków.