— Ależ naturalnie, — opanował się Murek — tylko uprzedzam, że mam mało czasu.

Gdy tylko drzwi za panią Szułowską zamknęły się, młody człowiek zerwał się z miejsca i niespodziewanie chwycił Murka za rękę:

— Panie Klemm! — zawołał głośnym szeptem — czy pan widzi, co się ze mną stało?...

— Ależ niech pan siada.

Szułowski jednak był tak podniecony, że zaraz zerwał się znowu:

— Pan mi to wcześniej przepowiedział i do śmierci będę panu za to wdzięczny. Czy pan rozumie, że omal nie unieszczęśliwiłem kobiety, którą kochałem! Co za straszna rzecz: mąż warjat!

— Ależ pan nie jest warjatem — próbował uspokoić go Murek.

— Niestety jestem. I czuję, że dzieje mi się w głowie coraz gorzej.

— Głupstwo! Wyleczy się pan.

— Nie wierzę. Patrz pan!