Staruszka wymieniła bardzo niską kwotę i widocznie nie spodziewała się, że dyrektor Klemm to zaakceptuje, gdyż zaraz dodała:

— Może trochę więcej...

Murek jednak potrząsnął głową:

— Załatwione.

Na kartce wyrwanej z bloku skreślił kilka słów i podając kartkę powiedział:

— Proszę to wręczyć doktorowi Sążniowi.

Staruszka zaczęła mu dziękować ze łzami w oczach i zapewniać go o jego wyjątkowej szlachetności i dobroci. Jej syn milczał uporczywie i Murek bez przerwy czuł na sobie jego wzrok. Chciał jak najprędzej pozbyć się ich stąd, lecz właśnie w chwili, gdy pani Szułowska wstała, jej syn odezwał się cicho:

— Idź, mamo i zaczekaj na mnie. Ja muszę jeszcze kilka słów zamienić z panem dyrektorem na osobności.

Murek instynktownie cofnął się za biurko, a jego obawa była tak wyraźna, że staruszka uważała za potrzebne uspokoić go:

— Niech się pan dyrektor zgodzi. Mój syn jest bardzo spokojny.