— Panie doktorze, od tego się zajmuje kierownicze stanowisko, by dla dobra przedsiębiorstwa umieć znaleźć to, co trzeba. Dowidzenia i mam nadzieję, że za tydzień zawiadomi mię pan o wyjeździe Szułowskiego z Medany.

Położył słuchawkę, nie chcąc słuchać dalszych objekcyj Sążnia. Nazajutrz jednak przekonał się, że lekarz ten nie umiał ustępować.

Mianowicie, przy obiedzie Tunka zapytała:

— Czy to prawda, kochanie, że kazałeś usunąć pana Szułowskiego?

— Prawda — odpowiedział marszcząc brwi.

— Spotkałam doktora Sążnia i martwi się z tego powodu.

— Na zdrowie, niech się martwi.

— Ale Szułowscy są w złych warunkach materjalnych. Nie stać ich na żadne dobre sanatorjum.

— Cóż na to poradzę — wzruszył ramionami. — Pieniędzy im nie dam.

— A właśnie o to chciałam cię prosić.