W kwadrans później Murek dzwonił do mieszkania Miki. Dopiero po trzecim dzwonku, usłyszał jej głos:
— Kto tam? — pytała.
— Tu Murek, niech pani otworzy.
— Ach, to pan! — w jej głosie zabrzmiała wyraźna radość i otworzyła drzwi.
Wyglądała nieszczególnie, ale bynajmniej nie tak źle, jak mówił Lipczyński. W jej figurze znać było wyraźną zmianę. Mika podchwyciła spojrzenie Murka i zarumieniła się. Zaczęła mówić prędko i bezładnie o różnych rzeczach, jakby pragnąc odwrócenia jego uwagi od siebie. W końcu powiedziała:
— A wie pan, że Nira więcej się nie pokazała?...
— Nie powinniśmy martwić się z tego powodu — wzruszył ramionami.
— Zapewne. Jednak jej zjawienie się było dla mnie wstrząsem. To takie przykre uczucie spotkać kogoś bliskiego, kim się musi gardzić, kogo się musi potępiać, dla kogo...
Nagle umilkła i po dłuższej pauzie dodała:
— Pan teraz pomyślał pewno, że mówię o sznurku w domu powieszonego?...