— No widzisz. Ja ci go wybrałem, a ja się znam na ludziach.

W ten sposób zakończył rozmowę, bo przeczuwał, że Tunka nie jest szczęśliwa w małżeństwie i wolał tego z jej ust nie usłyszeć. Kochał córkę bardzo, a dowiedzenie się o tem, że nie jest szczęśliwa, byłoby nowym kłopotem i to w okresie, kiedy tak bez reszty zajęty był walką, do której musiał mobilizować całą swoją energję, wiarę i pomysłowość.

Nie zbywało mu na żadnym z tych trzech czynników, którym zawdzięczał swoje dotychczasowe powodzenie. Tym jednak razem trudno było o zwycięstwo.

Pewnego dnia, po długich kalkulacjach, podczas których doszedł do przekonania, że jakoś zdołają wytrwać do lata, powiedział zięciowi:

— Aż serce się kraje, że nie mamy z tobą jakiejś głupiej sumki.

— Owszem — zaśmiał się Murek. — W kasie jest czterysta z czemś złotych.

— Nie kpij. Nie chodzi o kasę. Medana nie ma forsy. Ale żebyśmy mogli wytrzasnąć dla siebie kilkaset tysięcy. Zastanów się tylko, a sam skapujesz.

— Żeby spakować manatki i zwiać?

— Głupiś, bracie. Ty nie rozumiesz na czem polega sztuka robienia interesów.

— A mianowicie?