— Jest pewien... sposób — cedząc słowa zaczął Murek. — Mam pewien sposób wydobycia... znacznej sumy... Ale tu trzeba byłoby zdecydować się na.. na coś gorszego, niż podkop, na coś niebezpieczniejszego.
— Mów — schwytał go za rękę Czaban.
Murek jednak wyrwał rękę:
— Nie, nie! — zawołał stanowczo. — Daj mi spokój. Muszę się jeszcze w tem rozpatrzeć.
— Warjacie! — zaszeptał Czaban. — Niema czasu na żadne ceregiele! Czy nie rozumiesz naszego położenia?
— A ty nie rozumiesz, że tu chodzi o stryczek?
Czaban odstąpił o krok, zrobił nieokreślony ruch ręką i po chwili odezwał się:
— Nu, stryczek to przykra rzecz. Zapewne. Ale nie każdy, kto zasługuje na stryczek, musi wisieć. Trzeba to zbadać, obliczyć możliwości...
— Właśnie, to chcę zrobić. I zostaw mi kilka dni na to.
— Jak chcesz.