Tegoż wieczora Murek znowu wyjechał do Warszawy. Zamiast jednak na Żoliborz, udał się na Pocztę. Upatrzywszy chwilę, gdy nikt nań nie zwracał uwagi, otworzył skrytkę. Odetchnął z ulgą. Szara koperta leżała na swojem miejscu i nikt jej nie dotykał, gdyż cieniutka nitka, którą ułożył tak, że najmniejsze poruszenie koperty musiałoby zmienić pozycję nitki, pozostała na swojem miejscu.

Wyjął kopertę i schował ją do kieszeni. Dziś już mógł nie obawiać się, że go zechcą zrewidować.

Zawarte w kopercie dokumenty szpiegowskie, dotyczące wojskowej fabryki w Rzeczkach, jak i szkice konstrukcyjne armatki „B. Z. — 38” mogły już nie przedstawiać dla żadnego z obcych państw żadnej wartości. Zbyt wiele minęło czasu, a wywiady zagranicznych sztabów napewno nie próżnowały. Należało jednak mieć nadzieję.

W każdym razie, posiadanie przy sobie takich papierów było niebezpieczne i Murkowi przyszło na myśl oddanie ich na przechowanie Lipczyńskiemu. Ten człowiek wolałby umrzeć, niż zajrzeć do powierzonego sobie pakunku, a ma w domu kasę ogniotrwałą.

Dr. Lipczyński bez trudu zgodził się przechować „listy” Murka na kilka dni i dokumenty w nowej, olakowanej kopercie powędrowały do pancernej kasy. Nadeszła właśnie żona chirurga i zaczęła opowiadać o swojej bytności u Miki:

— Biedactwo — mówiła — niknie w oczach. Wy nie macie pojęcia, jak ona się dręczy. Oczywiście, ukrywa to starannie, nadrabia miną, ale przecie zdaje sobie sprawę ze swojej tragedji. Bądź co bądź, to straszne znaleźć się w takiej sytuacji. Rozpacz mnie ogarnia, że właściwie niczem jej pomóc nie mogę. My jej nie potępimy, my postaramy się w miarę naszej umiejętności, nagrodzić jej krzywdę współczuciem i ciepłem. Ale inni! Ale świat! Dla ludzi będzie to hańba. Zakraczą ją biedactwo, zadziobią...

— O, zrobią to z radością — ponuro dodał Murek.

— Rozmawialiśmy już z mężem — ciągnęła pani Lipczyńska — by wysłać Mikę na decydujące dni gdzieś na wieś, a później wzięlibyśmy dziecko do siebie.

— Jakto, państwo wzięliby?...

— Adoptowalibyśmy — powiedział Lipczyński. — Żona kiedyś podsunęła Mice ostrożnie ten pomysł, ale ta nawet słuchać o tem nie chciała.