— Niech się pan ożeni z Miką. Uszczęśliwi pan najlepszą, najzacniejszą kobietę, a i dla siebie zdobędzie pan żonę, której przecie brak panu tak bardzo.
— Cóż za pomysł! — żachnął się Murek.
— Wydobędzie pan ją z tragicznej sytuacji. Pan jeden może to zrobić.
— Ale to jest niedorzeczne!
— Dlaczego? Czy pan ją potępia?
— Bynajmniej.
— No, właśnie. Kamień nam wszystkim spadnie z serca. Niech pan nie udaje małodusznego. Wiemy, co sądzić o panu, i dlatego wszyscy pragnęlibyśmy waszego małżeństwa.
Wybiegł od Lipczyńskich, wstrząśnięty tym projektem. Przez całą drogę powtarzał sobie:
— Nonsens, niepodobieństwo, absurd!
Jednakże nazajutrz myśl ta nie dawała mu spokoju. Ostatecznie był żonaty pod fałszywem nazwiskiem. W swoich prawdziwych dokumentach figurował jako kawaler. Zatem rzecz formalnie była do przeprowadzenia. Jednak popełniłby szaleństwo, pakując się w tak poważne komplikacje. Czyż nie po to wyrzekł się najbliższej sobie istoty, czyż nie postąpił z nią najplugawiej, w tym jedynie celu, by zapewnić sobie beztroskie, proste i wygodne życie! Czyż poto brnął z jednego łajdactwa w drugie, by teraz narażać się na nowe trudności, by zastawiać nowe pułapki na siebie?... I poco?.. Podeptał własne uczucia, a teraz ma roztkliwiać się nad cudzemi?...