— Nie, to nie dla mnie — utwierdzał się w przekonaniu, lecz nie umiał nic innego wymyśleć.
Pomysł przyszedł zupełnie przypadkowo, dzięki zbiegowi okoliczności.
Po przyjściu do domu zastał u Kuzykowej cygankę. Stara i brudna baba o zwiędłej twarzy siedziała przy kuchennym stole i rozkładała karty, skrzecząc swoje przepowiednie o „spotkaniu z brenetem wieczorową porą” i o tem, że „kocha się w pani jeden na stanowisku, blondyn z natury”. Po wyjściu cyganki Murek powiedział:
— Bzdury ona plecie. Ja lepiej potrafię wróżyć.
— A ty umiesz?
— Pewno, że umiem — z wyższością uśmiechnął się Murek, przypomniawszy sobie panią Koziołkową i jej wróżbiarstwo.
— No, to powróż mi!
— Służę, z przyjemnością. A karty są?
— Są, ale zwyczajne.
— Zwyczajne, nie zwyczajne — wzruszył ramionami — żadna różnica. Kto prawdziwą wiedzę tajemną zna, ten i ze zwyczajnych kart więcej prawdy wywróży, niż ze specjalnych. Zresztą i z ręki mogę.