Kuzykowa przyniosła karty i Murek kazał jej siedem razy przetasować i przełożyć na trzy kupki lewą ręką, zasłaniając jednocześnie oczy prawą.
— Zasłonić oczy? — zdziwiła się — Żadna wróżka jeszcze mi tego nie kazała.
— Dlatego i wróżba nie mogła być dobra. Dobra wróżba wymaga swojej... — nie przyszło mu nic lepszego na myśl i zakończył — wymaga swojej cyrkumferencji.
— No, dobrze — zgodziła się.
— Nie ja mówię, karta mówi — zaczął uroczystym tonem Murek, pękając w duchu ze śmiechu na widok skupionej miny Kuzykowej. — Co złego, czy dobrego los niesie, na los odpowiedzialność idzie, a ja tu słowa ująć ni dodać nie mogę, bo los sam przemawia, a los pani szczęśliwy i pomyślny. Najpierw przeszłość, potem teraźniejszość a na końcu przyszłość wróżba wyjaśni, całą prawdę odsłoni, złe i dobre, szczęście i zmartwienie wszelkie pokaże. Smutki swoje pani nogami podeptała, pod czerwonym asem pomyślność dla domu i zazdrość ludzka, ale na dobre wyszła. Przez nieżyczliwą krewniaczkę strata w majątku była, a trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, choroba ciężka w familji, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, bliska osoba umarła, mężczyzna, jakby ojciec, tak właśnie przez straszny wypadek życie zakończył.
— Święta prawda, ojciec w fabryce pod wagonetkę wpadł — potwierdziła Kuzykowa.
Murek o tem doskonale od niej samej wiedział, lecz surowo oświadczył:
— Nie ja mówię, karta mówi. Karta kłamstwa nie zna, prawdy nie zatai. Letnią porą zmartwienie przez list z drogi było i obmowa od damy dzwonkowej, co męża pani przyciągnąć chciała.
I mówił Murek jak z nut, wysypując z siebie wszystko, co wiedział o przeszłości Kuzykowej, później o jej teraźniejszości, później o przyszłości. Kobiecina oszołomiona, słuchała z otwartemi ustami, przyczem Murek, obserwując uważnie wyraz jej twarzy i prowokując, od czasu do czasu, do potwierdzeń, zaprzeczeń, czy ogólniejszych uwag, przekonał się, że poomacku, posługując się dwuznacznością rozmaitych określeń, wcale nie trudno wpaść na prawdę. W ten sposób dowiedział się, że Kuzykowa utrzymywała przez dłuższy czas bliższe stosunki z jednym z czeladników męża, że czeladnik ów ożenił się, że oprócz czeladnika, Kuzykowa obdarzała swemi względami jeszcze jakiegoś Adama i jego brata Pawła.
Mówiąc o przyszłości, Murek przezornie nie zapomniał o własnej wygodzie. Zapowiedział mianowicie, że przez bliskiego sercu blondyna nieszczęście będzie w ciągu tygodnia, ale jest sposób zażegnania, unikać go w tym czasie i przed każdem zaśnięciem trzy razy stuknąć w nieheblowane drzewo.