— Lej rumuńskich?
— Nie, złotych.
Kiner wstał i wyciągnął do Murka rękę:
— Żegnam pana. Tracimy czas. Widzę, że pan rzeczywiście nie jest fachowcem w tych sprawach. Suma, którą mógłbym zaproponować... Ach, szkoda czasu. Za takie materjały nie płaci się wyżej niż kilka tysięcy.
— Fachowcem nie jestem — pakując papiery, chłodno powiedział Murek, ale wczoraj od kogoś, kto jest mniej niż pan zainteresowany w nabyciu tych rzeczy, słyszałem... sumę sześciocyfrową.
— Optymista — wzruszył ramionami Kiner.
— Optymista, zgadzam się, bo zdaje się mu, że trafił na naiwnego.
— Więc mówmy serjo: ile pan żąda?
— Czterysta tysięcy.
— Panie, ależ to absurd!