— Jak będzie z nami?...

Murka trochę zaskoczyło to pytanie. Arletka nie przestała mu się podobać. Raczej przeciwnie: wyglądała teraz ładniej, niż przedtem. Działał zresztą na Murka zawsze jej chłodny rozsądek, a mówiąc poprostu, cynizm. Ilekroć myślał o przyszłości, zawsze przychodziła mu na myśl ona. Postawienie jednak sprawy tak zdecydowanie, wydało mu się jakiemś niebezpieczeństwem. Jak będzie z nami! Czy nie wyobraża sobie czasem, że się z nią ożeni?...

Odpowiedział dyplomatycznie:

— Będzie jak najlepiej. Jak sama zechcesz.

— U kogo ty tu mieszkasz?

— Wdowa, staruszka.

— Ma córkę?

— Dajże spokój, — zaśmiał się. — Widzę, do czego zmierzasz. Nie mam żadnej kobity...

— Oprócz — przerwała mu — tych, które do wróżby przychodzą.

Murek wziął ją za rękę i przyciągnął do siebie: