— Tak, ale patrz, już po dziesiątej, a nie słychać psów w ogrodzie.

— Bo deszcz leje. Psy siedzą gdzieś w kącie.

Pani Helena stała jeszcze chwilkę i nagle zawołała z gniewem:

— Żadnego pożytku z ciebie nie mamy.

I w tej chwili zgasło światło. Zgasło jednocześnie w całej willi.

— Jezus, Marja! — krzyknęła pani Helena. — Co to jest?!

— Mamo! — rozległ się z hallu głos Tunki — Światło się zepsuło.

— Nieszczęście! — jęknęła pani Helena.

— Żadne nieszczęście — zirytował się pan Żołnasiewicz — poprostu woda zalała przewody tak, jak w zeszłym tygodniu. Gdzie są świece?

— W kredensie, ale ja tam nie pójdę za żadne skarby.